Tytuł mojego wystąpienia nawiązuje do mowy wygłoszonej przez Feliksa Jarońskiego na publicznym posiedzeniu Akademii Krakowskiej w dniu 15 października 1810 roku. Abstrahując  od zawartych w niej odniesień do ówczesnej, instytucjonalnej sytuacji filozofii i tego, co dzisiaj ma (może mieć) wartość jedynie dla historyka filozofii polskiej, główne przesłanie mowy Jarońskiego zaskakująco współbrzmi z argumentami, jakie dzisiaj wysuwamy, broniąc statusu filozofii na polskich uniwersytetach. Uzasadnienie tezy o konieczności nauczania filozofii w wystąpieniu Jarońskiego i obecnie publikowanych tekstach jest identyczne. Kultura i społeczeństwo potrzebuje filozofii, bo rzeczywistość wymaga nieustannego namysłu i oglądu ze strony rozumu, bo filozofia tworzy  poznawczy i aksjologiczny fundament, bez którego grozi nam „zdziczałość i barbarzyństwo”.

Współbrzmienie tych ogólnych uzasadnień nie oznacza, że dzisiaj zaakceptowalibyśmy w pełni program filozofii, jaki proponował rodakom Jaroński. Filozofia jest jedna, ale, jak mawiał Hegel, w swym wewnętrznym rozwoju wyłania z siebie różne  postaci.  Trzeba bronić idei filozofii w ogóle i uszanować pluralizm jej form. Szacunek dla tej osobliwości filozofii nie znosi jednak pytania, czy to, co filozofia ma dzisiaj do zaoferowania, jest tym, czego społeczeństwo potrzebuje. Pytanie, jakiej filozofii potrzebują dzisiaj Polacy, uważam więc za w pełni prawomocne, chociaż zdaję sobie sprawę, że brzmi ono anachronicznie. Filozofia nie pasuje do świata. Nie pasowała do niego nigdy. Do naszej rzeczywistości nie pasuje jednak szczególnie. I właśnie dlatego, że nie pasuje, warto to pytanie postawić.

Spróbuję na nie odpowiedzieć, nawiązując do tematu tegorocznego seminarium. W szczególności chciałabym rozważyć kwestię obecności niektórych idei wypracowanych przez filozofów lat czterdziestych XIX wieku we współczesnej polskiej kulturze. Dotyczy to przede wszystkim mesjanizmu i koncepcji „filozofii narodowej”. Obie idee miały swoje późniejsze mutacje. Ich obecność w kulturze była jednak marginalna. Nie stały się, jak to miało miejsce w epoce romantyzmu, częścią narodowego światopoglądu. W takiej roli należą już do przeszłości. Czy jednak mesjanizm i koncepcja „filozofii narodowej” straciły zupełnie swą atrakcyjność? Wiemy, że tak nie jest (dotyczy to przede wszystkim mesjanizmu), że „szalej” z polskich łbów zupełnie nie wywietrzał (tak Trentowski określał mesjanizm towiańczyków – „szalej we łbie”). Chciałabym odnieść się do współczesnych przejawów neomesjanizmu i nowych utopii oraz wskazać zakres, w którym  stanowią one kontynuację romantycznych pierwowzorów, aby odpowiedzieć na pytanie, czy to jest właśnie ta filozofia, jakiej potrzebują dzisiaj Polacy.